Ciekawa historia z wczoraj, którą chciałbym się z Tobą podzielić. Pokazuje ona, że czasem lepiej nie zarobić a mieć czyste sumienie. Sedno historii opiera się na tym, że czasem na moje reklamy o kredycie dla spółki odzywają się przedsiębiorcy posiadający działalność gospodarczą. Mimo, że na co dzień zajmuję się spółkami i reklamuje swoje usługi tylko pod spółki, to jeśli klient sam z własnej intencji zadzwoni i poprosi o pomoc to staram się tej pomocy mu udzielić. Nie inaczej było w tym przypadku.

Klient zadzwonił i przedstawił swoją sytuację, mówiąc, że potrzebuje ~220.000 złotych na uregulowanie podatku dochodowego w US za 2019 rok. Oczywistym mankamentem stał się fakt, że wymaganego przez banki zaświadczenia o niezaleganiu z podatkami w Urzędzie Skarbowym klient siłą rzeczy nie dostarczy. Oczywiście dobry doradca/pośrednik ma patent jak i w takiej sytuacji pomóc klientowi, jednak z czystej ludzkiej ciekawości zapytałem klienta, jak to się stało, że dopuścił do takiego zadłużenia w US.

Okazało się, że głównym prowodyrem tej sytuacji była księgowa klienta (znasz już to skądś? Tak, pisałem już o tych wybitnych „księgowych” TUTAJ), która nie informowała klienta o comiesięcznych zaliczkach na poczet podatku dochodowego. Zatem o tej mało przyjemnej kumulacji podatkowej klient dowiedział się dopiero po złożeniu rozliczenia rocznego za 2019, gdy Urząd Skarbowy zapukał do drzwi klienta z pytaniem „chłopie, gdzie nasza kasa?”.

Błąd księgowej i potężne problemy klienta

 

Licząc pobieżnie, biorąc kredyt bez US na 220.000 zł klient w przykładowym okresie 5 lat musiałby nadpłacić ok. 74.000 zł w ratach. Trochę „ból tyłka” jak za błąd i nierozwagę księgowej, prawda? Na szczęście klient trafił do mnie, ponieważ zaleciłem mu…. Nie brać kredytu. Zamiast tego zasugerowałem, że księgowa musi mieć wykupioną polisę odpowiedzialności cywilnej (tzw. OC zawodowe) i z racji jej ewidentnego błędu można tą sprawę zgłosić do ubezpieczyciela. W efekcie księgowa ocali jako tako swój honor bez uszczerbku finansowego a klient zaoszczędzi 74.000 zł w odsetkach bankowych. Klient wysłuchał mojej rady, podziękował i ruszył załatwiać formalności z ubezpieczycielem księgowej. Mogłem oczywiście tą wiedze zostawić dla siebie i udzielić klientowi kredytu zgodnie z jego wolą z czego miałbym stosowne wynagrodzenie. Mogłem ale tego nie zrobiłem.

 

Szukaj tylko etycznych pośredników kredytów dla spółek

 

 

Zastanawiasz się po co Ci to piszę? Chcę, żebyś wiedział, że w całym gąszczu wszelkiej maści „doradców/pośredników” kombinujących tylko jak zarobić na kliencie są też takie perełki jak ja, które faktycznie dbają o dobro klienta i są w stanie zrezygnować ze swojego zarobku aby zrobić dobre wrażenie na kliencie. Ja wierzę, że w dłuższej perspektywie to się bardziej opłaci – klient kiedyś wróci skorzystać z moich usług lub ze szczerym sumieniem poleci moje usługi swoim kolegom i koleżankom.

A mniej pompatycznie: po prostu nie jestem typem d*pka, który dorabia się na potrzebujących. Lubię też zasypiać z czystym sumieniem wieczorem 😉

Jeśli przekonałem Cię do etyki mojej pracy i szukasz osoby, która pomoże Ci uzyskać kredyt dla Twojej spółki – zgłoś się TUTAJ.

 

Pozdrawiam,

Daniel Kamiński

 

 

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *